13 marca 2015
To jest post z serii "Kotobuki taisha".  Po wiecej informacji zajrzyj do pierwszego posta.

Teraz chyba najprzyjemniejsza cześć całej ślubnej serii, czyli o tym jak zaplanować ceremonie i wesele! Jak pisałam we wcześniejszych postach, Luby i ja mieliśmy uroczystość w chramie shintoistycznym i był to jedyny ślub w Japonii, na którym byłam. Miałam okazje być jedynie na poprawinach (po japońsku 二次会, nijikai czyli drugie spotkanie) pary z mojej grupy yosakoi.

Nishinomiya jinja, czyli Chram Nishinomiya

Ale od początku. Pierwsze co robimy by zaplanować tą jakże dla nas ważną uroczystość to spotykanie się z konsultantem ślubnym, który przedstawi nam ofertę. Do wyboru mamy zazwyczaj kilka planów, które różnią się ilością gości, ilością strojów, potrawami i oczywiście ceną. Z reguły panna młoda przebiera się jedno lub dwukrotnie podczas ślubu i wesela i to znacząco wpływa na cene (koszt wynajęcia jednego stroju to ok. 200,000 jenów). W naszym wypadku wybraliśmy plan dopasowany do liczby gości. W skład planu wchodziło:
- ceremonia ślubna w chramie (przysięga, sake, taniec, ofiara dla bóstwa)
- stroje panny i pana młodego (kimona, perułka)*
- posiłek dla 30 gości (do wyboru: japoński lub europejsko-japoński, wybraliśmy ten drugi)
- dekoracja podstawowa stołów
- dekoracja podstawowa stołu pary młodej
- stroje zachodnie na przebranie*
- makijaż, fryzura w obydwu wersjach
- oficjalny zestaw zdjeć w obdywu strojach i z najbliższą rodziną
- plakietki z imionami na stolikach
- muzyka
- oświetlenie
Za rzeczy z * musieliśmy trochę dopłacić ze względu na nasz wybór (np. droższe kimono).

Na zdjęciu stół pary młodej

Musieliśmy oddzielnie zapłacić za:
- fotografa (fotograf weselny mógł być nasz, ale podczas ceremonii ślubnej zdjęcia mogł robić tylko ichniejszy) i album ze zdjęciami
- bukiet do suknii ślubnej i kwiaty jako ozdoby do włosów/butonierki pana młodego
- posiłek dla dodatkowych 5 gości
- hikidemono (o to co to jest będzie w innym poście)
- zaproszenia
- fortepian
- projektor
- prowadzącego wesele
- szampana na toast
- zwort za koszty transportu gościom, którzy przyjechali z daleka i kwoty podziękowawcze wystepującym
- specjalna bielizna pod kimono i suknie, skarpetki tabi

Przystawki w naczynkach w kształcie żurawia (symbol małżeńskiej miłości i wierności) i żółwia (symbol długowieczności).

Co mogliśmy wybrać, ale się nie zdecydowaliśmy to:
- tort sztuczny lub prawdziwy (temat na osobny wpis!)
- wspólne zapalanie świeczki (cena zaporowa za zapalenie jednej ślubnej świeczki - 30,000 jenów!)
- rozbijanie beczki z sake
- film wideo ze ślubu
- dodatkowa dekoracja stołów i krzeseł
- dodatkowe kwiaty na stole pary młodej
- dodatkowe ozdoby do włosów (kimono)

Jak widzicie, mając już datę i miejsce, zorganizowanie ślubu to łatwizna. Nie trzeba kupować sukienki (wynajem na miejscu), zamawiać tortu, organizować alkoholu, itd. Wydaje się super proste, prawda? Ale potem dopada was masa niansów, o których kompletnie nie wiedzieliście, jak usadzenie gości, hikidemono, zwrot piniędzy za dojazd, poproszenie kogoś o zajęcie się recepcją itd. 

Jak uważacie, która wersja jest łatwiejsza do zorganizowania? Czy podoba wam się taki systme planów? A może w Polsce też już się przyjął? Dajcie znać!

6 marca 2015
To jest post z serii "Kotobuki taisha".  Po więcej informacji zajrzyj do pierwszego posta.

Mamy wybranego przyszłego małżonka lub małzonkę (i ich zgodę) oraz mamy wybrane miejsce ślubu. A co z datą?
Sprawa nie jest taka prosta! W Polsce lepiej nie brać ślubu w miesiącu, który w nazwie nie zawiera litery R, prawda? W Japonii zwyczaj jest bardziej skomplikowany, gdyż pod uwagę należy wziąć 六曜 - rokyō, czyli 6 rodzajow dni kalendarzowych dawnego almanachu.

(Mój kalendarz, mimo że japonski, nie posiada rokuyō, więc zdjęcie pochodzi z ososhiki.jp)

Mówiąc prościej, w Japonii każdy dzień jest ozaczony jednym z rokuyō, a każdy z nich opisuje czy dany dzień jest pomyślny czy nie. Dni dzielą się na:

  • 先勝 (sakigachi lub senkachi), w tym dniu będziemy mieli szczęście tylko rano, a między 14 a 18 może spotkać nas nieszczęście. Znaczenie znaków to wcześniejszy i wygrywać. 
  • 友引 (tomobiki lub yuuin), dzień, w którym nie ma wygranych ani przegranych. Rano będzie nam dopisywało szczęście, po południu mały pech, a wieczorem szczęście wróci ze zdwojoną siłą. W ten dzień nie powinno się jednak urządzać pogrzebów, bo jak mówią przesądy, "przyjaciel może zostać wciągniety w zaświaty". Znaczenie znaków to przyjaciel i pociągać.
  • 先負 (sakimake lub senbu), w przeciwieństwie do sakigachi, ten dzień rano przyniesie nam pecha, a po południu szczęście. Znaczenie znaków to wcześniejszy i przegrywać. 
  • 仏減 (butsumetsu) to dzień, w którym jest tyle pecha, ponieważ Budda umarł. Znaczenie znaków to Budda i wyginąć.
  • 大安 (taian), ten dzień jest uznawany za najbardziej pomyślny ze wszystkich. Znaczenie znaków to wielki i spokojny.
  • 赤口 (shakkō  lub sekiguchi) to dzień pechowy z wyjatkiem kilku godzin pomiędzy godziną 11 a 13. Znaczenie znaków to czerwony i usta. 

Łatwo się domyślić, że najlepszym dniem na ceremonie ślubną będzie 大安. Niedziele oznaczone tym znakiem będą najbardziej obleganymi dniami i ceremonie muszą być zarezerwowane z dużym wyprzedzeniem. Kolejnym dobrym dniem będzie 友引, Luby i ja wzieliśmy ślub takiego właśnie dnia.

Według tradycyjnych przesądów ślubu nie powinno się urządzać zwłaszcza podczas 仏滅, w dniu, kiedy Budda umiera, jednak coraz więcej młodych par nie przejmuje się tym i raczej kieruje swój wybór dogodną dla nich data. W wyborze pomagają także kaplice i chramy, które oferują zniżki na ten dzień.

Japończycy, zwaszcza Ci ze starszego pokolenia, przywiązują do rokuyō ogromną wagę. Nie chodzi tu tylko o śluby i pogrzeby, ale począcie dziecka, narodziny dziecka, duże projekty firmowe, totolotka itd.

Jak wam się podoba taka tradycja? Czy to strata czasu dla was czy jednak byście sie przejmowali? Napiszcie, czy znacie jakieś inne polskie tradycje z wyborem daty ślubnej!


27 lutego 2015
Zaległy post opublikowany w z drobnym poślizgiem.

Tymczasowo mieszkamy z Lubym u jego rodziców w Yokohamie. W celu załatwienia wizy amerykańskiej udaliśmy się do Tokyo, a że zostało nam pół dnia wolnego, Luby wypalił, że nigdy nie był w Akihabarze i chce tam pojechać.  Hop siup wsiedliśmy w pociąg jeden i drugi i po 40 minutach jazdy byliśmy na miejscu.

Luby najpierw był zafascynowany wielkim Yodobashi kamera, ale potem przeżył szok kulturowy we własnym kraju.


Tutaj chcę napisać kilka słów wyjaśnienia, że wielu japończyków, w tym Luby, uważa kulturę otaku i japońskich idolek za wstyd Japonii. Nie zrozumcie mnie źle, Luby czyta mangi i zdarza mu się okazjonalnie obejrzeć jakieś anime. Zna wszystkie postacie One Piece i uwielbia Attack on Titan. Ale to co sie dzieje w Akihabara przekracza granice dobrego smaku. Setki, jak nie tysiące sklepów wypełnione figurkami, plakatami, bryloczkami, mangami, limitowanymi edycjami DVD, które kosztują fortuny. I na których zawsze znajdą się chętni. Nie wspominając już o całym sektorze erotycznym, który oczywiście obejmuje stroje postaci z anime (mundurki szkolne/pokojówki/pikachu/wszystko inne).

Przechadzając się po głównej ulicy Akihabary mijaliśmy kolejną już dziewczynkę przebraną za pokojówkę, która zachęcała nas do odwiedzenia Maid Cafe. Gdy mineliśmy jeszcze jedna, udało mi sie namówić Lubego na zrobienie sobie przerwy na herbate w takim miejscu.



Maid Cafe było schowane na 7 piętrze na tyłach budyndku oddalonego od głównej ulicy pięciominutowym spacerem. Tego typu kawiarnie są droższe niż regularne kawiarnie. Za samo wejście pobierana jest już opłata, w naszym wypadku 500 jenów za obcokrajowca i 1000 jenów za japończyka. Za to ceny w środku były normalne - 500 jenów za ciepły lub zimny napój bezalkoholowy. Do tego w ofercie było kilka dań, jak na przykład オムライス (omuraisu - omlette rice), czyli ryż z ketchupem i prawdopodobnie kawałkami kurczaka przykryty pieżynka z jajka. W wersji super uroczej, oczywiście.

Za każdą zamówioną rzecz dostawało się punkty-serduszka. Za odpowiednią pule serduszek można było zrobić sobie zdjęcie z pokojówką-kelnerką (robienie zdjęć własnym aparatem w całej kawiarni było zabronione), a gdy serduszek ze wszyskich zamówień uzbierało się wystarczająco dużo, pokojówki dawały występ.... Występ niestety polegał na bardzo marnym układzie tanecznym, nie do rytmu i nie do końca opanowanym, do skocznej i piskliwej piosenki.


Po podaniu nam napoi, pokojówka rzuciła nam serduszkowe zaklęcie, by nam smakowało. I oczywiście, zwracała się do nas "jaśnie pani" i "jaśnie panie".

Po tej krótkiej (i dość drogiej) wizycie Luby był w takim szoku psychicznym, że musieliśmy iść do karaoke by zbalansować piskliwą kawaii popkulturę czymś co bardziej pasuje w nasze gusta. Dla mnie, kulturoznawcy, takie doświadczenie było niesamowite. Totalny nokaut wszystkich zmysłów. Jednak nie rozumiem co, poza ciekawością, może przyciągać gości do takiego lokalu. Pracujące tam dziewczynki z pewnością miały powyżej szesnastu lat, ale wygladały na dwanaście lub trzynaście, a zachowywały się na siedem. Och, Japonio, jaką pokrętą drogę przebyłaś od pięknych i powabnych gejsz do przesłodzonych pokojówek...

Czy chcielibyście doświadczyć takiego Maid Cafe, mimo dodatkowej opłaty? Cy uważacie, że ta cześć japońskiej kultury to powód do wstydu?


20 lutego 2015
Na początku bardzo bym chciała podziękować wszystkim za lekturę mojego bloga. Strona, która kiedyś służyła do komunikacji tylko z bliskimi, przeobraziła się w coś znacznie większego - w bloga, który zrzeszył sobie liczne grono czytelników, stałych komentatorów i nie tylko. 



Ci, którzy czytają mojego bloga na bierząco, wiedzą, że w moim życiu zaszło dużo zmian podczas ostatnich kilku miesięcy. W listopadzie zrezygnowałam z pracy, w grudniu wziełam ślub i wyprawadziłam się z Hikone (za którym bardzo tęsknie!). Potem przejściowo mieszkałam z mężem u teściów w Yokohamie. Dwa tygodnie temu przeprowadziliśmy się wreszcie do naszego własnego (tzn. wynajętego) lokum. Jednak to mieszkanie nie jest ani w Yokohamie, ani w Tokyo ani nigdzie indziej w Japonii. Z powodu pracy Lubego przeprowadziliśmy się aż do USA!

I tak "Szamanka w Japonii" nie jest obecnie w Japonii, ale tymczasowo w St. Louis w stanie Missouri. Tymczasowo, ponieważ do Japonii mamy plany wrócić, a od czasu do czasu odwiedzać.
Oczywiście blog nie zostanie zamknięty, ale z czasem, jak nadrobie wszystkie zaległe wpisy (kontynuacja serii ślubnej juz wkrótce!), zmieni nieco swój kształt. Będzie mniej życia codziennego z Japonii, ale dużo porownań między życiem w Ameryce i w Kraju Kwitnacej Wisni. Będzie również o międzykulturowym małżenśtwie (o tym jak to jest być żona japończyka!), o japońskiej kuchni za granicą, i o tym jak połaczyć kulturę dwóch rożnych krajów pod jednym dachem. 

Dziękuje za lekture, to dzięki wam wciąż pisze!!
Dlatego nie rozłączajcie się i wciąż zaglądajcie na szamankę!


16 lutego 2015
To jest post z serii "Kotobuki taisha".  Po wiecej informacji zajrzyj do pierwszego posta.

Jak wspominałam w tym poście, do wyboru są 4 rodzaje ceremonii ślubnej: w kaplicy, w chramie (w obrządku shintoistycznym), w świątyni (w obrządku buddyjskim) i ceremonia publiczna. Ja i Luby od razu zdecydowaliśmy, że będziemy się pobierać w obrządku shintoistycznym i problemem był jedynie wybór miejsca. Rozważaliśmy dwie opcje: ceremonia i wesele w hotelu lub ceremonia i wesele w chramie. Obie opcje mają wady i zalety.



Hotel - zalety:
  • blisko stacji (rozważaliśmy hotel Sheraton przy stacji Osaka) 
  • łatwy dojazd dla nas i dla gości z bliska i daleka 
  • ceremonia i wesele w tym samym budynku
  • idealne na ślub zima (ciepło!)
  • duża możliwość zmian w menu (kucharz na miejscu)
  • możliwość dopasowania wesela pod własne upodobania 
  • taniej niż w chramie?

Hotel - wady:
  • ceremonia odbywa się w pokoju, który udekorowany jest na chram 
  • brak spiritualności
  • czy kapłan jest autentyczny(!?)



Chram - zalety
  • obiekt otoczony zielenią 
  • do dziś czynne i odwiedzane przez turystów miejsce 
  • orszak ślubny! 
  • chram zamieszkały jest przez bóstwa 
  • ceremonia w prawdziwej japońskiej tradycji 
  • możliwość sesji zdjęciowej w ogrodzie japońskim 

Chram - wady:
  • zimno podczas ceremonii (chram nie jest zabudowany ani ogrzewany) 
  • ceremonii mogą przygladać się turyści i goście odwiedzający świątynie 
  • cena… 
  • mało możliwości manipulacji weselem (odbywa się według schmatu)
  • skomplikowany dojazd 

Wybraliśmy oczywiście… chram. Na szczęście po podjęciu najtrudniejszej decyzji w sprawie miejsca wszystko dalej idzie już prawie jak z płatka. A o tym jak to wygląda dalej, będzie w następnej notce!