24 marca 2012
Ostatnio zauwazylam, ze Japonczycy (przynajmniej Ci w moim otoczeniu) nie maja absolutnie zadnego pojecia o tym co jedza.
Przede wszystkim margaryna. Nie wiem czy japonska margryna jest zbawienna dla zdrowia czy po prostu nikt o tym nie wie, gdyz jest uzywana naprawde wszedzie. Nie znajdziesz pieczywa, ktory nie ma jej w skladzie (tak samo jak nie znajdziesz pieczywa, ktory na jednej z pierwszych trzech pozycji w skladzi nie ma wymienionego cukru, ale pozostawiam to bez komentarza). Nie chodzi mi tylko o skladnik pieczywa, ale takze czesto pojawiajacy sie dodatek (np. slodka bulka z margaryna i dzemem lub z miodem i margaryna - najnowszy produkt).
Kolejny hit to oczywiscie glutaminian sodu, czyli aji-no moto (podstawa smaku). Sypia to wszedzie na potege, co niestety czuc. Podejrzewam, ze moje problemy z zoladkiem, ktore mialam pod koniec praktyk w zeszlym roku po kazdym posilku w restauracji, wynikaly wlasnie z tego.
I na koniec, co mnie nie mniej zdziwilo - wielkosc i czestotliwosc jadania posilkow. Male sniadanie ok godziny 7-8 (lub jego brak), o 12 lunch (obento) i potem dopiero o 19-20 wielgasna kolacja. Jak moim kolegom z pracy powiedzialam, ze jem w ciagu dnia 5 malych posilkow, to na mnie oczy ze zdumienia wybauszali mowiac, ze pierwszy raz slysza o czyms takim. A ponoc tak zdrowo odzywaiajcy sie narod. ;)

12 marca 2012
Wczoraj, moj jedyny dzien wolny w zeszlym tygodniu, 3.11, w rocznice trzesienia ziemi, tsunami i katastrofy elektrowni atomowej wybralam sie do Kyoto. Podczas obiadu i zakupow z Akane mialam okazje poobserwowac jak sie zachowuja ludzie w ten wyjatkowy dzien. Nie zauwazylam niczego niezwyklego. Ludzie jak zwykle smiali sie, zartowali, robili zakupy, bawili sie. Nie bylo minuty ciszy, syren ani nic z tych rzeczy, ktore mialy miejsce w polnocnej czesci Japonii.

Spotkalam za to sztuczna maiko (pretendujaca geisha), ktora reklamowala nowopowstale centrum handlowe:

 Maiko rozdawala ulotki z ciasteczkami.

Pozniej w sklepie z importowana zywnoscia lezka mi zakrecila w oku gdy zobaczylam to:

Cena na PLN to okolo 10 zl.

W sobote natomiast bylo shabushabu, czyli gotowane miesko z warzywami. Mniam!
9 marca 2012

Za dwa dni minal rowno dwa miesiace odkad po raz trzeci przyjechalam do Japonii. Przez ten okres zdazylam sie juz jakos zorganizowac, zadomowic i oswoic z nowym miejscem. Przyzwyczailam sie tez do codziennego wstawania o 6 rano, powrotow o 19 (i tak jest dobrze, jak bede miala nadgodziny, a obawiam sie, ze taki czas w koncu nadejdzie, to bede mogla zapomniec o tak wczesnych powrotach) i wczesnego chodzenia spac, w koncu mieszkam na wsi! ;)
W zeszlym tygodniu zapisalam sie na silownie, ktora w prawdzie jest dosc droga, ale ma: zajecia z zumby (!!), street dance (ze smiesznym, malutkim nauczycielem) i co najlepsze, ofuro, czyli grupowa, goraca laznie. Bo ciezkim dniu pracy i wycisku na silowni nic tak nie relaksuje jak goraca kapiel (i nic tak dobrze nie dziala na zmniejszenie rachunku za gaz ;)).

W pracy sie przyzwyczajam i mam coraz wiecej obowiazkow. Pod koniec lutego bylismy z delegacja w USA na 4 dni, a poza tym jezdze w rozne miejsca, oczywiscie by sie uczyc. Oswajam sie tez ze skomplikowanym slownictwem technicznym. Nie ma jak 耐摩耗性 czy 熱伝導率 lub ostatnio najnowsze 残留応力. ;) Wierzcie mi, nie chcecie wiedziec co to znaczy!

Znajomi z Shiga Aiesec sa niestety teraz albo w rozjazdach albo zajeci (szukaniem pracy lub praca dorywcza), jak widac wykorzystuja wiosenne wakacje do ostatniej chwili. Na szczescie mam jeszcze znajomych z pracy, z ktorymi ostatnio sie sporo bujam w weekendy.

Z ciekawych wydarzen to mam jakiegos strasznego pecha do rowerow. Jak kupilam rower do jezdzenia po Hikone, to najpierw pedaly bardzo ciezko chodzily, ale okazalo sie, ze to kwestia tego, ze nowka-sztuka. Zamek sie poluzowal, ale to poprawili od reki. Potem w Walentynki, jak zostawilam rower na platnym (!!) parkingu, ktos mi zrobil pinezka 30 dziur w przedniej oponie, a w zeszlym tygodniu, w sobote, jak jechalam do sklepu to opona, tym razem tylnia, po prostu wziela i wybuchla! To tez naprawili za darmo, ale jak sie zaczelam smiac jak buchnelo, to przestac nie moglam.

Jutro, chociaz jest sobota, to niestety praca. Ale w soboty jest jakos tak zawsze lzej.
17 lutego 2012
Niestety załatwienie czegokolwiek w Japonii wiąże się długim oczekiwaniem i jest to przyczyna, dla której wciąż nie mam internetu w mieszkaniu. Dobra wiadomość jest taka, że założą mi go w niedzielę rano. Wprawdzie będę wtedy w podróż służbowej w USA, ale znalazła się dobra dusza, która przyjmie panów od internetu zamiast mnie.

Ze złych wieści dodam jeszcze, że się przeziębiłam, ale nie jest źle, bo widać poprawę. Bardziej boli mnie to, że w Japonii nie ma czegoś takiego jak L4, albo przynajmniej nie u mnie w firmie, i trzeba brać zwyczajny urlop. Mi takowy jeszcze nie przysługuje...

Zmieniając temat, przeprosiłam się z aplikacją na iphona do blogowania, więc jest szansa, że będę pisała częściej!
16 stycznia 2012

Lot był całkiem przyjemny. Samolot Warszawa-Frankfurt bez problemu nadrobił swoje półgodzinne opóźnienie w czasie lotu, więc spokojnie zdążyłam na lot do Nagoyi. Drugi samolot był bardzo duży i prawie dwupiętrowy – na dole były toalety. Pół samolotu było puste co dawało możliwość niektórym pasażerom spanie na 2, 3 lub 4 fotelach, na co ja również się załapałam. Na temat jedzenia nie mam zbyt wiele do powiedzenia, gdyż nie pozostał mi wybór -  dostałam ostrogonow z gotowanym groszkiem, marchewką i ryżem na sypko.
Moja podróż nie kończyła się w Nagoyi, po przejściu odprawy paszportowej czekałam mnie jeszcze prawie 3-godzinna podróż z wieloma przesiadkami (lotnisko-Nagoya-Gifu-Ogaki-Maibara-Nagahama) aż do Nagahamy. Tam na stacje wyjechała po mnie Hiromi, koleżanka z pracy.
Z pracy miałyśmy jechać od razu załatwiać najpierw kartę obcokrajowca a potem inne niezbędne rzeczy, ale w między czasie inny pracownik firmy zabrał służbowy samochód (z moją walizką w środku) i pojechał załatwiać jakieś tam sprawy. W związku z powyższym odwróciłyśmy kolejność załatwiania spraw, najpierw sklep z urządzeniami elektrycznymi, a potem dokumenty i cała reszta, która jest do zrobienia w innym mieście.
Pojechałyśmy samochodem Hiromi do K’s i od razu kupiłam wszystko co jest mi potrzebne teraz: lodówkę, pralkę, prostownicę do włosów, palnik i modem. Przy tym ostatnim pojawił się pierwszy problem, do założenia Internetu musisz mieć koniecznie numer telefonu. Jako, że takiego chwilowo jeszcze nie posiadam, Internet musi niestety zaczekać. Całą resztę panowie przyjdą i zainstalują w niedziele rano.
Kolejnym przystankiem był sklep z pieczątkami. W Japonii zamiast podpisu wszystko załatwia się stawiając swoją osobistą pieczątkę, więc mi także jest taka potrzebna, chociażby do otworzenia konta w banku. Będę miała jeszcze drugą, służbową.
W między czasie zwolnił się samochód firmowy, więc wróciłyśmy jak najszybciej do firmy i po zapakowaniu moich rzeczy  (10 pudeł i materac) pojechałyśmy do miasta obok, Hikone, gdzie będę mieszkać. W urzędzie miasta prawie w ostatniej chwili udało mi się zarejestrować, ale na kartę obcokrajowca muszę poczekać 2 tygodnie. W zamian dostałam papier poświadczający, że na taką kartę czekam.
Następnym przystankiem był moje mieszkanie. Mieści się ono na 9 piętrze w bloku zaraz przy głównej drodze w samym centrum miasta. Jest to pokój z kuchnią (oddzielna drzwiami suwanymi na całą szerokość pokoju) oraz łazienką, toaletą i przedpokojem - w sumie 29m2. Problemem jak na razie jest tylko niezbyt przyjemny zapach z łazienki i toalety. Myślałam, że to z powodu nieużywania woda śmierdzi, ale niestety zapach się utrzymuje. Ktoś ma jakiś pomysł?
Po wniesieniu rzeczy do mieszkania i krótkiej pogawędce z panem od gazu pojechałyśmy do Nitoru, sklepu z artykułami do mieszkania. Stamtąd priorytetem była ciepła kołdra i gruby koc, ale oczywiście na tym się nie skończyło. Spełniło się moje marzenie – kupiłam kotatsu (stolik, który od spodu na grzejnik, a między blatem a grzejnikiem pled, pod który wchodzisz i się grzejesz. Rewelacja! Zamówiłam także łóżko, które przyjedzenie niestety dopiero w niedziele za tydzień (na razie śpię na cienkim materacu, który mam z poprzedniej wizyty, nie jest zimno, ale jest twardo). Na koniec zostało pled i dywan pod kotatsu (w sklepie, gdzie kupiłam kotatsu te ładne były już wyprzedane) i komóra. Z telefonem niestety okazał się problem – do podpisania umowy potrzebna jest karta obcokrajowca (mój papier, który otrzymałam w zamian się nie nadaje, bo nie ma w nim wpisanego adresu, ale jutro pójdę do urzędu by mi wymienili) i konto w banku, a konta mieć nie mogę, bo nie mam pieczątki jeszcze.
Tak więc końcem końców siedzę w pokoju be telefonu i Internetu i myślę, że to cud, ze mi się udało wynająć mieszkanie! Jest już prawie 7 rana (zaczęłam pisać o 5) i oczywiście nie mogę spać, więc piszę. Po śniadaniu pojadę kupić rower i poszukać jakiegoś wi-fi. Powinni mieć w Starbucksie, ale nie wiem jak tam samej trafić. Z nikim ze znajomych się jeszcze nie widziałam, bo nawet nie mam się jak z nimi skontaktować.