13 lipca 2011
Obon, japonskie swieto zmarlych, zbliza sie wielkimi krokami. W zaleznosci od regionu swieto obchodzi sie w polowie lipca lub w polowie sierpnia. Zamiast zajmowac sie samym swietem, chcialabym jednak napisac o tym, co sie dzieje na okolo swieta, czyli o prezentach お中元 (ochūgen). Nie chodzi mi tutaj o takie prezenty, jakie znamy z naszego Bozego Narodzenia, a prezenty, ktore otrzymuja firmy (lub dalecy krewni itd.) od siebie na wzajem w ramach podziekowan za wspolprace i dobre stosunki. W mojej firmie stoi juz z 8 wielkich paczek, ktore bezposrednio przed swietem zmarlych zostana rozdane pracownikom droga losowania. Nie mam pojecia, czy taka sama sytuacja jest w innych firmach, ale sprobuje w temacie troche poweszyc.


Niezwykle jest takze to, ze moja firma sama nie wysyla zadnych prezentow z powodu upodoban szefa.
Przejdzmy teraz do czegos bardziej interesujacego. Co mozna znalesc w srodku takiej paczki? Przewaznie alkohol, kawe i herbate. Rzadkoscia sa slodycze (udalo nam sie z kolezankami zlokalizowac tylko jedna paczke ze slodkosciami, ktora otworzywszy natychmiast spalaszowalysmy ;)) czy owoce. Dostalismy takze, ku mojemu wielkiem zdziwieniu, reczniczki (od firmy, u ktorej zawsze zamawiamy taksowki) i wachlarze papierowe.


Kto wylosuje paczki - tego sie nie dowiem, bo mnie juz wtedy w firmie nie bedzie. Ale dodawszy do tego paczke winogron (ktora otrzyma kazdy pracownik) pare osob wroci do domu na swieta zadowolony.
11 lipca 2011
Japonczycy uwielbiaja stac w kolejkach (no, moze nie tak jak Polacy!), ktore sa zauwazalne niemalze wszedzie. Roznica w porownaniu z Polska polega jednak na tym, ze nikt sie nie wpycha ani nie krzyczy, tylko wszyscy stoja grzecznie jak Pan Bog przykazal. Jednak o ile kolejki np. wsiadajacych do pociagu to normalna sprawa, ale kolejka do restuaracji czy kawiarni?

Pomysl na notke wpadl mi do glowy wczoraj, jak porobowalismy w niedziele wieczorem znalezc miejsce, gdzie da sie cos zjesc bez czekania 40 min na miejsce. Pierwsza nieudana probe zaliczylismy w restauracji brazylijskiej, ktora okazala sie byc z tajemniczych powodow zamknieta. Szczesliwie ja i Garrity mielismy rowery, wiec wraz z dwojka naszych gosci z miasta obok (moj TN i OGX z komitetu w Shiga. tj. Peter i Sakko) zaladowalismy sie w iscie japonski sposob (jedno pedaluje, a drugie siedzi na bagazniku) i ruszylismy do odleglegej o 15 minut jazdy knajpki specjalizujacej sie w okonomiyaki. Tutaj chce zaznaczyc, ze jazda w 2 osoby na rowerze jest w Japonii nielegalna i mozna nawet dostac mandat (ale oczywiscie i tak wszyscy tak robia i na ogol konczy sie na pouczeniu; musze sie przyznac, ze juz mi sie raz dostalo jak nas policja zajechala od tylu i przez megafon wykrzyczala "Prosze zsiazc z roweru! Prosze zsiasc z roweru!).




Wrocmy jednak do restaruacji i okonomiyaki. Okonomiyaki to rodzaj placka-omletu, ktory smazy sie samemu na stole ze specjalnie przygotowanym blatem (kelner przynosi jedynie surowy placek, smazy sie i doprawia samemu wedle uznania). Taki placek moze sie skladac z czego dusza zapragnie: makaronu, jajek, ziemniakow, cebuli, owocow morza, warzyw, szynki itd. Do tego na wierzch keczap i/lub majonez (srsly!? fuj!). Otoz, restuaracja o nazwie おかあちゃん Okaachan - Mamusia, okazala sie miec kolejke na 40 minut czekania. Glodni i niezrazeni niepowodzeniami postanowilismy udac sie do kolejnej, oddalonej o 10 minut jazdy rowerem, resutaracji. Miala to byc wloska restauracja rodzinna (jap. family restaurant) o nazwie Saizerya. Tym razem udalo nam sie zakonczyc podroz sukcesem - czekalismy tylko okolo 10 minut!

Na koniec chce jeszcze wspomniec o dwoch kulinarnych wynalazkach. Pierwszy to drinking bar (nie wiem, moze w Polsce tez juz jest cos takiego) - placisz 200 lub 300 jenow i pijesz co chcesz i ile chcesz (oczywiscie z wylaczeniem alkoholi). Drugim jest potrawa zwana doria, ktora Japonczycy blednie uwazaja za potrawe wloska. Danie pochodzi z Yokohamy, ale zostalo wymyslone przez wloskiego kucharza. W sklad podstawowej wersji wchodza: ryz, mielone mieso, ser zolty i ponoc jakis magiczny bialy sos, ktorego skladu nie znam. Potrawa wyglada tak:

Powyzsza doria jest wersja podstwowa, czyli meat doria, jednak oczywiscie istnieje wiele innych rodzaji, jak z owocami morza, warzywami itd.
8 lipca 2011
Dzis w telewizji podano, ze pora deszczowa dobiegla konca. Oznacza to, ze zamiast goraco i parno bedzie goraco i nieparno.
Ogolnie pora deszczowa nie byla az taka straszna jak sie obawialam. Wprawdzie prawie codziennie niebo bylo pokryte chmurami, ale az tak nie padalo (co jest tendencja ostatnich paru lat). Obecnie temperatura w prefekturze Shiga siega do 34C w dzien (gdy wychodze o 8 rano do pracy jest juz bardzo goraco, ok. 25C), w nocy spada do maksymalnie 23C. Na szczescie slonce szybko zachodzi (okolo godziny 20), wiec powietrze szybko sie schladza.

W Japonii latem bardzo latwo jest sie opalic (a raczej poparzyc), wiec stosowanie kremow z filtrem (25+ PA** i wyzej) jest niemal obowiazkiem. Japonki, ktore maja niebywalego chopla na punkcie koloru wlasnej skory, oprocz kremow, stosuja takze specjalne ubrania z filtrem UV, parasolki, rekawiczki itd. Dlatego tez raczej nie ujzy sie Japonki w samych szortach i podkoszulku lub w sukience na ramiaczkach. Inna sprawa, ze opalaja sie naprawde bardzo szybko i to na dosc nieladny, brazowo-brudny kolor. Wymarzony, bialy kolor skory probuja wiec uzyskac za pomoca specjalnych kosmetykow i strojow. Jednak jak dla mnie jest to lekka przesada, zwlaszcza jak widze, gdy jedna z kolezanek z pracy podczas prowadzenia samochodu starannie okrywa rece (az po czubki palcow) czarnym swetrem! Chyba kupie jej na urodzinny takie rekawki odbijajace promienie UV. ;)

Na zakonczenie - dzisiejsze menu:
drugie sniadanie - bulka z curry, pomidorem i zapieczonym na wierzchu serem
obento - grillowana wieprzowina z cebula i imbirem, ryz, pieczony pierog gyoza, tamagoyaki, surowka z daikonu (wielka biala rzodkiew) i marchewki i cos tam jeszcze ;)
podwieczorek - puding na sojowym mleku (pierwszy raz kupilam)
kolacja - jeszcze nie wiem ;)
7 lipca 2011
Zbliza sie godzina 16, czyli pora, w ktorej ponwnie robie sie glodna. W pracy zawsze od 12 jest przerwa obiadowa. Wszyscy jedza wtedy obento (お弁当), czyli pudelko (podawane na cieplo lub na zimno), w ktorego sklad wchodzi ryz oraz wielu innych dodatkow, jak np. mieso lub ryba, jakies warzywa (wiele rodzajow, ale tylko po troszeczku) itd.



Obento dla pracownikow kazdego ranka zamawiam ja. Czesc pracownikow przynosi jednak wlasne obento, zrobione przez zone lub mamusie (mowa to o 30-letnich facetach!). Obento juz gotowe mozna kupic w spejcalistycznym sklepie, zwyklym supermarkecie lub maly sklepie 24/7 zwanym w skrocie konbini (taka nasz Zabka). Przecietny koszt obento to ok 500 jenow (ok. 18 zlotych)

Kuchnia japonska to temat-rzeka, ale postaram sie po trochu cos dodawac do tematu. Dzisiejsze obento skladalo sie z ryzu, roladek z szynki i pasty majonezowo-jajecznej (zamilowanie japonczykow do majonezu to tez material na osobny wpis) w panierce smazonych na glebokim tluszczu, fasolek zielonych, kon'nyaku (warzywo japonskie), meat ball, salatki majonezowej, tamagoyaki (cos w stylu jajka usazonego i pozwijanego w kostke) i plasterka pomaranczki. Do tego zielona herabata do picia i zupa miso.

Obiecuje tez wpis o japonskim pieczywie bo to tez niezwykle ciekawy temat!
Z gory musicie mi wybaczyc brak polski znakow - pisze na komputerze, ze japonska klawiatura.

Dzisiaj temat, o ktorym ostatnio glosno - trzesienia ziemi w Japonii.
Wlasnie, odkad tutaj przyjechalam (tj. od konca marca) nie poczulam ani jednego trzesienia! W samej Nagahamie bylo jedno male w zeszlym miesiacu (na tyle male, ze wszystkie moje rzeczy pozostaly nienaruszone na polkach), ale ja tego dnia bylam w Kioto, wiec nic nie poczulam.
Oczywiscie nieustannie mowi sie o Fukushimie, wstrzasach wtornych i calej sytuacji wokol elektrowni (jednak to temat-rzeka na osobna notatke), w zelszym tygodniu bylo takze spore trzesienie w prefekturze Nagano (bodajze cos okolo 5,6), ale ofiar smiertelnych nie bylo.
W sumie to nawet czuje sie troche zawiedziona zupelnym spokojem w prefekturze Shiga (gdzie miekszam).

Co do mojego zycia codziennego, do wyjazdu zostal mi miesiac i tydzien i jest mi przykro na sama mysl o nim... Z drugiej strony ciesze sie, ze zobacze sie z rodzin, przyjaciolmi i zjem cos innego niz ryz!
Przyszly weekend szykuje mi sie bardzo atrakcyjnie. W piatek ide na spotkanie tutejszego komitetu i potem na wspolna kolacje, w sobote wbijamy sie grupa do Kioto na festiwal gion (jeden z 3 najwazniejszych festiwalow w Kioto), w poniedzialek (jest swieto - dzien morza) bedziemy gotowac polskie zarcie - mysle o plackach ziemniaczanych, moze racuchach i moze o bigosie, bo mam prawie caly sloik niemieckiej kapusty kiszonej. Nie wiem czy moim japonscy znajomi to przezyja. ;) To juz bedzie nasze drugie takie spotkanie kulinarne - pierwsze bylo w zeszly weekend - robilismy omuraisu (omlet z ryzem).

Obiecuje (!!) pisac czesciej!!
Pozdrawiam

PS. Wciaz pora deszczowa, a dzisiaj swieto Tanabata. Gdy tego dnia pada deszcz kochankowie rozdzieleni przez droge mleczna nie moga sie spotkac.